reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Mecz Siriusa i FC Łowców był starciem ścisłej czołówki 1. ligi. Dwie drużyny walczące o awans do Ekstraklasy idą niemal łeb w łeb, a po wygranej Łowców dystans między zespołami zmniejszył się do zaledwie dwóch punktów. Patrząc na poziom gry, jaki oba zespoły zaprezentowały kibicom w zeszłą niedzielę, awans do elity powinien być formalnością.

Drużyna Łowców, zlepiona z gwiazd piłki szóstkowej, postawiła się wyżej notowanemu rywalowi i dzięki błyskom indywidualnego talentu swoich zawodników zgarnęła komplet punktów. Największym rywalem Siriusa był tego dnia Bohdan Bezkrovnyi, którego piłkarze gospodarzy wyróżnili po meczu tytułem „SuperStar”. Trudno się z tym nie zgodzić.

Bramkarz Łowców został MVP 14. kolejki w 1. lidze i trudno było o inny wybór przy tak fenomenalnym występie. Pisaliśmy o nim tak: „Zwracać uwagę trzeba na jego dokonania w aspekcie neutralizacji zagrożenia, a tam Bezkrovnyi był praktycznie bezbłędny. Atakujący Siriusa często podchodzili pod pole karne Łowców, lecz między słupkami napotykali szczelny mur. Bohdan w nogach miał sprężyny, w oczach niemal automatyczny refleks, a w głowie najwyższy możliwy poziom koncentracji”.

Przy straconych golach nie miał jednak większych szans, bo Sirius podchodził bardzo blisko bramki i trafiał do siatki z najbliższej odległości. Dwa razy w odstępie kilku minut na listę strzelców wpisali się Ihor Pivovar oraz Marsel Tamoyan, wykorzystując przewagę jednego zawodnika po żółtej kartce dla Borysa Ostapenki. Dzięki temu Sirius odrobił dwubramkową stratę. Łowcy mimo słabszych momentów mieli jednak po swojej stronie skuteczność, która rozkładała się na kilku zawodników. Najpierw Karol Bienias zaskoczył wszystkich precyzyjnym uderzeniem z dużej odległości. Później Norbert Jaszczak niemal przedziurawił siatkę potężnym strzałem po zgraniu Patryka Dudzińskiego.

Szybka utrata prowadzenia rozjuszyła gości, którzy ponownie odskoczyli rywalom na dwa gole. Najpierw Ostapenko wykorzystał na raty podanie Bieniasa, a w końcówce Dudziński ustalił wynik na 4:2 - także po kapitalnym zagraniu przez całe boisko od Bieniasa.

2
16:00

W spotkaniu 14. kolejki 1. Ligi Fanów Uragan zmierzył się z AZS Nietoperze. Obie drużyny dołączyły do rozgrywek dopiero w przerwie zimowej, jednak ich dotychczasowe wyniki wyraźnie się różniły - gospodarze zdobyli już 9 punktów w pięciu kolejkach, podczas gdy goście mieli na swoim koncie zaledwie trzy oczka.

Od pierwszych minut przewagę osiągnął Uragan, który raz za razem atakował bramkę rywali i stwarzał sobie kolejne sytuacje strzeleckie. Mimo dominacji gospodarzy to goście jako pierwsi zdobyli gola. W 12. minucie AZS Nietoperze wyprowadziły świetny kontratak, po którym Salamon uciekł obrońcom i pewnym strzałem obok interweniującego Sobczyńskiego wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Stracony gol jeszcze bardziej zmobilizował gospodarzy. Uragan coraz mocniej naciskał i w końcu w 18. minucie do wyrównania doprowadził Zaks. Kilka minut później prowadzenie gospodarzom dał Prokop, a tuż przed przerwą trzeciego gola dorzucił Lazarets. Do szatni Uragan schodził więc z prowadzeniem 3:1.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze nadal kontrolowali przebieg spotkania i regularnie dochodzili do sytuacji strzeleckich. W ciągu piętnastu minut drugiej połowy aż czterokrotnie trafiali do siatki rywali, a kapitalną skutecznością imponował Zaks, który w tym okresie skompletował hat-tricka. Goście odpowiedzieli tylko jednym trafieniem i na dziesięć minut przed końcem meczu wynik brzmiał już 7:2. Końcówka również należała do gospodarzy. Uragan dołożył jeszcze trzy gole, natomiast AZS Nietoperze odpowiedziały dwoma trafieniami, co ostatecznie ustaliło wynik spotkania na 10:4.

Uragan odniósł efektowne i w pełni zasłużone zwycięstwo nad AZS Nietoperze, potwierdzając, że po zimowym dołączeniu do rozgrywek bardzo dobrze odnalazł się na poziomie 1. Ligi Fanów.

3
17:00

Orły Maciejki i Explo Team w tym sezonie walczą przede wszystkim o utrzymanie, choć wciąż zachowują jeszcze szanse na miejsca premiowane grą w pucharach. O ile sytuacja Explo przed tym meczem wyglądała względnie spokojnie, o tyle dla Orłów, którzy dopiero tej wiosny rozpoczęli rywalizację w 1. lidze, zwycięstwo było absolutnie kluczowe. Przed spotkaniem zajmowali bowiem 8. miejsce i każda strata punktów mogła mocno skomplikować ich sytuację.

Mecz rozpoczął się idealnie dla Explo Team. Już na początku wynik otworzył Łukasz Dziewicki, co pozwoliło jego drużynie oddać piłkę rywalom i próbować budować grę głównie z kontrataków. Trudno powiedzieć, czy był to najlepszy możliwy plan przeciwko Orłom, które mają w składzie świetnego bramkarza - Jana Włodka - regularnie podłączającego się do akcji ofensywnych. W pierwszej połowie taka taktyka jednak przynosiła efekty. Orły tworzyły sytuacje, ale Jakub Wąsowski był niemal bezbłędny między słupkami. W końcu jednak Kamil Wąchocki znalazł sposób na defensywę rywali i doprowadził do wyrównania. Explo odpowiedziało bardzo szybko za sprawą Mateusza Włudarskiego, ale końcówka pierwszej połowy należała już do Orłów. Boha Yusupov oraz Samuel Czocher zdobyli bramki i wyprowadzili swoją drużynę na prowadzenie. Patrząc na przebieg gry i przewagę Orłów, wynik do przerwy i tak można było uznać za korzystny dla Explo, dający nadzieję na walkę po zmianie stron.

Jeśli jednak pierwsze minuty meczu były wyrównane, to końcówka spotkania przebiegała już pod absolutne dyktando Orłów. Ostateczny wynik 8:3 mógł być jeszcze wyższy, gdyby zawodnicy byli skuteczniejsi pod bramką przeciwnika. Po raz kolejny trzeba jednak podkreślić bardzo dobry występ Jakuba Wąsowskiego, który wielokrotnie ratował swój zespół przed jeszcze wyższą porażką.

To niezwykle ważne zwycięstwo dla Orłów, które pozwoliło im opuścić strefę spadkową i zbliżyć się właśnie do Explo Team. Explo nadal pozostaje nad kreską, ale przed drużyną jeszcze cztery kolejki i konieczne będzie dalsze punktowanie, jeśli chce spokojnie utrzymać się w lidze.

4
19:00

Spotkanie FC Kebavita z KS Presley Gniazdowy miało ogromne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. Obie drużyny potrzebowały punktów, ale to gospodarze od pierwszych minut pokazali zdecydowanie większą determinację. Nikt jednak nie spodziewał się aż takiego pogromu.

Kebavita weszła w mecz znakomicie. Już w 1. minucie Dembele trafił z dystansu i otworzył wynik spotkania. Później tempo trochę spadło, choć to gospodarze byli wyraźnie bliżej kolejnych trafień. W końcu po świetnym rajdzie partnera Majorek podwyższył na 2:0, a chwilę później ten sam zawodnik popisał się efektownym wolejem po asyście własnego bramkarza. Presley próbował odpowiedzieć, ale golkiper Kebavity był tego dnia w świetnej dyspozycji.

Do siatki dalej trafiali gospodarze. Sattorov dorzucił kolejne gole, a do przerwy Kebavita prowadziła już wysoko i nie zamierzała wypuścić wygranej z rąk.

Zmiana stron nie przyniosła ekipie Presley upragnionego gola, bo świetnie dysponowany bramkarz gospodarzy raz za razem ratował swój zespół. Kebavita była za to bezlitosna. Aziz trafił do pustej bramki, Dembele ponownie wpisał się na listę strzelców, a Sattorov dołożył mocny strzał na 9:0. Przełamanie gości nastąpiło dopiero bliżej końca spotkania po trafieniu Gołębiewskiego. Gospodarze dokładali jednak kolejne bramki, z których większość była efektem koronkowych akcji zakończonych strzałami do pustej bramki. Presley odpowiedział jeszcze trafieniem Hamulczuka, lecz ostatnie słowo należało do Więckowskiego, który ustalił wynik na 13:2.

FC Kebavita rozegrała zdecydowanie najlepszy mecz tej wiosny i kompletnie zdominowała rywala. Presley długo próbował się przełamać, ale brak skuteczności i problemy kadrowe były aż nadto widoczne. Dla gospodarzy to zwycięstwo jest bardzo ważnym krokiem w kierunku utrzymania.

5
20:00

Dla Inferno każdy mecz ma teraz ogromne znaczenie. Mimo że przewaga nad rywalami w tabeli jest jeszcze dość bezpieczna, to przed drużyną wciąż bardzo ważne spotkania z Łowcami i Siriusem, dlatego strata punktów w innych meczach absolutnie nie wchodziła w grę.

Początek spotkania zdecydowanie należał do Inferno. Drużyna szybko zdobyła trzy bramki bez odpowiedzi i tak naprawdę mogła prowadzić jeszcze wyżej, bo w ofensywie wyglądała bardzo dobrze. Problem w tym, że fantastyczne zawody rozgrywał Maks Szulc, który wielokrotnie ratował swój zespół efektownymi interwencjami. Wydawało się, że zwycięstwo Inferno jest już tylko kwestią czasu, ale wtedy UEFA wróciła do gry. Najpierw padł pierwszy gol, a chwilę później drugi - bardzo kontrowersyjny. Po wrzucie z autu Paweł Stanek przepuścił lecącą piłkę do bramki, jednak po drodze dotknął jej jeszcze Jakub Komendołowicz i skierował ją do siatki. Paweł protestował, twierdząc, że piłka wcześniej przekroczyła linię końcową, ale dyskusje z sędzią przyniosły jedynie żółtą kartkę. Chwilę później UEFA zdobyła kolejnego gola i zamiast spokojnego 3:0 na tablicy wyników zrobiło się nagle 3:3.

Stanek szybko odkupił swoje błędy, popisując się pięknym trafieniem z dystansu, ale UEFA również nie zamierzała odpuszczać i jeszcze przed przerwą ponownie doprowadziła do wyrównania.

Druga połowa była prawdziwą wymianą ciosów. Raz jedna, raz druga drużyna wychodziła na prowadzenie, a mecz zamienił się w prawdziwy rollercoaster emocji. Końcówka należała jednak do Inferno, które zdobyło trzy bramki z rzędu i ostatecznie wygrało bardzo ważne spotkanie 9:6. Największą gwiazdą meczu był bez wątpienia Oskar Pyrzyna. Poker, asysta, niewykorzystany rzut karny i ogrom energii połączonej ze świetną techniką - jego występ miał wszystko. Bardzo dobrze pokazali się również Sylwester Wielgat, który zanotował 2 gole i 2 asysty, oraz Filip Żołek z trzema asystami na koncie. W drużynie UEFA na wyróżnienie zasługuje duet braci - Adam Goleń i Jan Goleń - którzy łącznie zdobyli 3 gole i zaliczyli 2 asysty, długo utrzymując swoją drużynę w grze o punkty.

Reklama